Sąd skazał aktywistki „Ostatniego Pokolenia” za oblanie farbą warszawskiej „Syrenki”

Adam Kostyra
04.04.2026
aktywistki

Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia uznał w piątek 3 kwietnia 2026 r. za winne dwie aktywistki ruchu Ostatnie Pokolenie – Julię Pruszyńską i Mariannę Jasiczak – które 8 marca 2024 r. (w Dniu Kobiet) oblały pomarańczową farbą Pomnik Syreny na warszawskim Powiślu. Wyrok nie jest prawomocny.

Sąd wymierzył obu kobietom karę 6 miesięcy ograniczenia wolności, polegającą na obowiązku wykonywania 30 godzin prac społecznych miesięcznie. Dodatkowo aktywistki muszą zapłacić nawiązki: po 3 tys. zł na rzecz Narodowego Funduszu Ochrony Zabytków oraz po 30 tys. zł na rzecz m.st. Warszawy, a także pokryć koszty sądowe.

Uszkodzenie zabytku o szczególnym znaczeniu

Pomnik Syreny z 1938 r., wpisany do rejestru zabytków województwa mazowieckiego, został uszkodzony poprzez oblanie farbą rzeźby, niecki fontanny i kamiennego cokołu. Farba wniknęła w strukturę kamienia, co wymagało specjalistycznych, kosztownych prac konserwatorskich. Prokuratura oszacowała straty na ponad 361 tys. zł na podstawie opinii biegłych i konserwatora zabytków. Miasto Stołeczne Warszawa pokryło te koszty w całości.

Sędzia Marcin Kowal w ustnym uzasadnieniu podkreślił, że doszło do uszkodzenia zabytku o szczególnym znaczeniu symbolicznym i historycznym dla Warszawy. Aktywistki działały w pełni świadomie – wybrały pomnik właśnie ze względu na jego symbolikę. Ich czyn pogorszył stan obiektu, a oczyszczenie wymagało zaawansowanych zabiegów konserwatorskich.

Wolność słowa nie jest absolutna

Sędzia wyraźnie zaznaczył, że wolność słowa i wyrażania poglądów nie jest prawem absolutnym. Ma ona granice, zwłaszcza gdy dochodzi do ochrony dóbr kultury i zabytków. Przyzwalanie na tego typu zachowania prowadziłoby do anarchii i rozkładu debaty publicznej w społeczeństwie demokratycznym.

– Jeżeli dopuścimy do tego rodzaju zachowań, będziemy wykazywać przyzwolenie na tego rodzaju zachowania, to krzyk tych zabytków będzie jednorazowy, krótkotrwały, coraz mniej słyszalny, aż w końcu prawdopodobnie całkowicie ustanie – mówił sędzia Kowal.

Odnosząc się do motywacji oskarżonych, sędzia zauważył, że forma protestu mogła przynieść efekt całkowicie odwrotny do zamierzonego. Analizował, czy aktywistki osiągnęły swój cel, czyli zwrócenie uwagi społeczeństwa na ochronę klimatu w sposób pozytywny.

Krzyczysz tak bardzo, że nie słyszę, co mówisz. Te słowa można odnieść do zachowania oskarżonych – podkreślił sędzia Marcin Kowal. Dodał, że przyzwalanie na takie działania nie może mieć miejsca w państwie prawa.

Brak skruchy i zapowiedź apelacji

Aktywistki nie wyraziły skruchy w trakcie procesu. Ich obrońcy zapowiedzieli apelację, stwierdzając, że nie zgadzają się z treścią wyroku.

Warto zauważyć, że choć wysokość nawiązki (łącznie 33 tys. zł plus koszty) może wydawać się znaczna, to w kontekście zebranych środków nie powinna stanowić dużego problemu. Zrzutka uruchomiona na wsparcie aktywistek pozwoliła już przed wyrokiem zebrać około 30 tys. zł.

Kontekst zdarzenia

Do incydentu doszło 8 marca 2024 r. na bulwarze gen. Pattona nad Wisłą. Dwie aktywistki oblały pomnik dużą ilością pomarańczowej farby, a następnie czekały na przyjazd policji. Ruch „Ostatnie Pokolenie” (międzynarodowa grupa klimatyczna znana z radykalnych akcji) tłumaczył działanie jako protest przeciwko bierności władz w obliczu kryzysu klimatycznego. Wybór Syrenki – jednego z najbardziej rozpoznawalnych symboli Warszawy – miał zwrócić uwagę mediów i opinii publicznej.

Sąd pierwszej instancji nie podzielił jednak tej narracji, uznając czyn za klasyczne uszkodzenie zabytku (art. 108 ust. 1 ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami). Prokurator żądał surowszej kary, w tym roku pozbawienia wolności, jednak sąd zdecydował się na karę o charakterze wolnościowym i finansowym.

Wyrok jest nieprawomocny – sprawa prawdopodobnie trafi do sądu II instancji. Niezależnie od ostatecznego rozstrzygnięcia, sprawa pokazuje wyraźną granicę między prawem do protestu a ochroną dziedzictwa kulturowego. Jak podkreślił sędzia Kowal: głośny krzyk nie zawsze sprawia, że przekaz staje się lepiej słyszalny – czasem całkowicie go zagłusza.

mat. red

Adam Kostyra
04.04.2026